Barbara jest osobą sympatyczną, spokojną i glęboko religijną, ponadto od wielu już lat jest naszą przyjaciólką. Jej obecność w towarzystwie wprowadza atmosferę spokoju. Zaś jej cieply i nieco ochryply glos, nigdy nie prowokuje nikogo do podnoszenia wlasnego. Dlatego dyskusje w jej obecności nawet w tematach tych najbardziej rozpalających dyskutantów jak religia czy polityka, przebiegają spokojnie i rzeczowo. Ona sama zaś, w odpowiednim momencie potrafi przyznać rację czy też zgodzić się z kontrowersyjnym zdaniem. Wszyscy znajomi oraz ci, którzy chociaż raz zetknęli się z Basią, lubią ją ogromnie i cenią. Wiele też razy zdarza się jej slyszeć pochwaly charakteru pod wlasnym adresem. A ona jak na osobę niezwykle skromną przystalo, odpowiada cicho i z pokorą – Kochani, wszystko to co dobre we mnie, jest zaslugą Boga i moich rodziców.

Bylo niedzielne popoludnie.Siedzieliśmy z Basią przy pączkach i cherbacie, nagle ni z tąd ni z owąd przyszlo mi go glowy podjąć temat aniolów. Wlaściwie, temat świadectwa istnienia tychże aniolów. W pewnym momencie zapytalem Basi wprost – czy wierzysz w istnienie aniolów? – ona odpowiedziala bez zastanawianie się i z wielkim przekonaniem – Oczywiście. W tym momencie postanowilem przyprzeć ją do muru i odpowiedzialem – skoro jesteś taka pewna to napewno widzialaś jakiegoś? Bylem nieomalże pewny że jej odpowiedź będzie z rodzaju – nie, ale….. Tymczasem Basia z wielkim spokojem i lagodnością pyta – czy aby wierzyć to koniecznie trzeba widzieć? – w tym momencie poczulem się wielce zawstydzony.Uświadomilem sobie że to wlaśnie ona wyciągnęla ze mnie slabość czlowieczą, jaką jest splycenie istnienia wiary do poziomu rzeczy fizycznie namacalnych. Tymczasem, Basia ignorując swoją przewagę nademną, rozpoczęla swoją opowieść.

- Bylam malą dziewczynką i bardzo mocno wierzylam w Aniola Stróża. Każdego wieczoru klękalam przed obrazem, na którym Aniol przeprowadzal dwoje dzieci przez kladkę nad strumieniem. I prosilam

” Aniele Stróżu mój

Ty zawsze przy mnie stój

Rano, wieczór

We dnie w nocy

Bądź mi zawsze do pomocy”

Czy Aniol mnie wysluchiwal? Jestem pewna że tak.

Mialam sześć, może siedem lat, mój tato bardzo często wracal późno z pracy do domu. Widywalam go coraz żadziej..A za to coraz częściej placzącą mamę. Wiedzialam że w domu dzieje się coś niedobrego. Wiele też razy późną nocą slyszalam podniesiony glos mamy, która mówila do ojca – Stefanku, i dla tej lafiryndy ty chcesz nas zostawić. Mnie i swoją najslodszą Basieńkę? – Boże.

Zastonów się nad tym co robisz. Przecież ona cię nie kocha, a jeżeli nawet, to my dwie z Basią i tak kochamy cię mocniej. Wstawalam wówczs z lóżka i prosilam swojego Aniola – Aniolku kochany, zrób tak żeby mój tata byl zawsze ze mną i z mamą. Bardzo cię proszę. Ja tak bardzo kocham ciebie i tatę i mamę. Pomóż mi.

Jeszcze Aniolku namów się z Aniolkiem mojego taty, żeby zawsze mial go w swojej opiece i mamę też.

Tego wieczoru jak zwykle Stefan przyszedl do Jadźki w dobrym humorze, chociaż gdzieś glęboko w sobie, czul jakiś niepokój. Nie bylo to normalne przy spotkaniach z nią. Do tej pory czul się w jej towarzystwie bardzo dobrze i pewnie. Jedyne co nie lubil, to rozmawiać z Jadźką o Karolinie i ich córeczce Basi. W ostatnim czasie zauważyl w niej jakąś dziwną zmianę. Zmianę nie tyle w niej samej co w jej charakterze. Wlaściwie to poprostu poznawal jej charakter, a ten coraz mniej mu się podobal. Mimo że Jadźka byla wielce atrakcyjną i ladną kobietą to jednak zacząl w nim przemawiać rozsądek, a wszystko stalo się tak niespodziewanie i szybko, ze sam byl zdziwiony z przywar charakteru, które odkrywal.

Jadziu, czy wiesz że Krystyna z Jurkiem się pobierają – zagadnąl ją – o, tak? Przecież on jest dzieciaty.- Odparla z pogardą w glosie.- Tak, ale Krystyna postanowila wychowywać Mariolkę i Zbyszka.- No wiesz co – Jadżka wykrzywila usta w dziwnym grymasie – Nigdy nie zrozumię ludzi, którzy dobrowolnie chcą wychowywać cudze bachory – wyurzucila z siebie. W tym momencie Stefan poczul na policzkach niesamowicie ostry ból, jak gdyby smagnięcie batem po twarzy. Ostrym krokiem skierowal sie prosto do drzwi wyjściowych, nic nie mówiąc wyszedl od niej bez slowa. Sam nieraz później próbowal zrozumieć, jak to się stalo że tak szybko i zdecydowanie rozstal się z Jadźką. Zresztą ona nigdy potem nie próbowala spotkać się z nim. Niektórzy znajomi powiadali że wyjechala, ale gdzie i dokąd nikt nie wiedzial. Zresztą, Stefana to akurat najmniej interesowalo. W ich domu ponownie zapanowal spokój i szczęście na bardzo dlugie lata.

Barbara wydoroślala i nie pamiętala o przeżyciach jej i mamy.Ale mimo doroslości zawsze pamiętala o swojej modlitwie do Aniola Stróża. Po wyjściu za mąż wyjechala z rodzinnego miasteczka pozostawiając w nim rodziców. Jednakże w każde święta spotykali się wszyscy razem. Ona odwiedzala rodziców w Boże Narodzenie. Oni natomiast ją, w Swięta Wielkanocne. Nadeszly kolejne Sięta Wielkiej Nocy, Karolina i Stefan jak zwykle wyruszyli w swoją coroczną podróż do Barbary. Przed nimi bardzo daleka droga bo ok. pięćset kilometrów, co w ich wieku nie jest bez znaczenia, ale dodatkową nagrodą będzie wspanialy przejazd wysokim mostem w górach, nad wijącą się wstęgą rzeki. Po lewej stronie kierunku ich jazdy, wisial drugi most. Byl on oddalony okolo kilometra w dól rzeki. Oni jeszce nigdy nie jechali tamtym mostem, ilekroć dojeżdżali do rozwidlenia dróg, zawsze wybierali tą samą drogę i ten sam most. Trwalo to już wiele lat. Jednakże w tym roku Stefan postanowil inaczej. Wiesz Karolinko co sobie pomyślalem? – zwrócil się do niej – w tym roku będziemy przejeżdżać rzekę tym drugim mostem, dobrze? – Nie miala nic przeciwko temu. Sama miala wielką ochotę na przejażdżkę inną drogą. Na rozwidleniu pamiętali żeby wybrać drogę w lewo. Ich stary most wyglądal przepięknie. Podziwiali go po raz pierwszy z tego miejsca. Dziwili się że do tej pory nie jechali jeszce tą stroną. Dojeżdżali do szczytu mostu, z tamtąd byl już tylko lagodny zjazd w dól. Nagle uslyszeli ogromny huk. Poczuli w samochodzie lekie drżenie. Ich most, którym przez wiele lat pokonywali drogę do Barbary, zlamal się w pól jak zapalka. Zalzawione oczy nie pozwolily Stefanowi na dalszą jazdę. Musial zatrzymać się na poboczu, aby ochlonąć z tego co widzieli z Karoliną.

Barbara podniosla sluchawkę telefonu. Uslyszala w niej glos ojca, wystraszyla się. Byla pewna że coś się stalo. Kiedy jednak uslyszala relację ojca, odetchnęla z ulgą. Dziękując Bogu za Jego laskawość, nie zapomniala podziękować także swojemu Aniolowi Stróżowi za jego zmowę z Aniolami rodziców.

Barbara skończyla swoją opowieść glęboko zamyślona. Zrozumialem jakże glupie bylo moje pytanie. Bo przecież nie trzeba widzieć żeby uwierzyć.

Advertisement